Weehoo i-Go - test

Przeczytaj przed zakupem! » Weehoo i-Go - test

Test przyczepki Weehoo i-Go

Weehoo i-Go to unikalne na rynku rozwiązanie. Można je traktować jako sprzęt przejściowy między tradycyjną przyczepką/fotelikiem, a własnym rowerem dziecka. Można uznać je za ulepszenie jednokołowego roweru/doczepki rowerowej, np. Weeride Co-Pilot, bądź holu rowerowego, gdyż w przeciwieństwie do nich dziecko jest przypięte pasami i może się zdrzemnąć podczas wyprawy, co w przypadku tych dwóch sprzętów jest niemożliwe i mogłoby się w przypadku nieuwagi rodzica skończyć upadkiem dziecka. Można też używać Weehoo jako pierwszej i jedynej przyczepki rowerowej dla dzieci od drugiego roku życia, dzięki której łatwo przesiądą się one na własny rower, bo pedałowanie wejdzie im w krew zanim pójdą do przedszkola. Piszę dzieci, bo przyczepka Weehoo występuje w wersji jedno i dwuosobowej, co wydatnie przedłuża i tak nie krótki czas użytkowania przyczepki.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Jak Weehoo sprawdza się w terenie?

Po pierwsze, mamy dziecko prawie pod ręką i nie musimy się ciągle zastanawiać, „czy ono nadal tam jest?”, bardzo łatwo z nim gawędzić, bo jest nieco (ok. 30 cm) bliżej niż w standardowej przyczepce rowerowej. Dodatkowo możliwość aktywnego udziału w wycieczce pozwala maluchowi zabić potencjalną nudę podczas dłużącego się wypadu, bo może on pedałować kiedy chce, bądź kiedy zachodzi taka potrzeba. Na długim podjeździe na pewno poczuje się doroślej, włączając się we wspólny wysiłek w celu wspięcia się na szczyt wzniesienia. Na mniej forsownych odcinkach może z kolei odpoczywać, robić co mu się żywnie podoba. Czy wygodnie będzie mu się zdrzemnąć, tego nie wiem – niestety żadne z naszych starszych dzieci nie zasnęło, więc nie wiem, czy przypadkiem nie opadałaby mu głowa w czasie snu …

Test przyczepki Weehoo i-Go

Po drugie, jeździ się z Weehoo o wiele lżej niż na przykład z fotelikiem, bo środek ciężkości jest nisko, a główny nacisk skierowany jest na jej koło, przez co mniej czuje się wagę przyczepki. Niestety z uwagi na jedno koło w każdym momencie musimy uważać na równowagę, bo moment nieuwagi przy zjeździe może skutkować upadkiem całego przedłużonego roweru i w najlepszym wypadku wpadnięciem w pokrzywy, co było naszym udziałem w Puszczy Knyszyńskiej. Kask w Weehoo jest dla dziecka niezbędny!

Po trzecie, nie groźne nam z Weehoo żadne wąskie przejazdy, nie musimy z drżeniem serca mijać się z jadącym z naprzeciwka rowerzystą, ani zbytnio przejmować się szerokością mostków, odstępami między słupkami. Łatwiej nam lawirować między kałużami, czy dziurami na asfalcie. Tylko trzeba pamiętać o braniu większych łuków przy gwałtownych skrętach, bo Weehoo ma duży promień skrętu.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Po czwarte, w trudnym i zróżnicowanym terenie np. przy wpychaniu roweru na piaszczystą wydmę jest łatwiej niż z tradycyjną przyczepką. Podobnie ma się sprawa z pokonywaniem małych progów, korzeni drzew, czy innych przeszkód na drodze.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Inne zalety Weehoo

Za podstawową zaletą Weehoo uważam długość czasu jej użytkowania – to prawdziwa inwestycja na lata. Przyczepkę przeznaczono bowiem dla dzieci od 2 do 9 lat, o wzroście od 96 do 132 cm i wadze do 30 kg. Taki szeroki zakres jest możliwy dzięki regulacji siedziska, które można zbliżyć lub oddalić od pedałów (wystarczy tylko poluzować kluczem ampulowym mocowanie fotelika i przesunąć go na pożądaną odległość). Poza tym, gdy dziecko już wyrośnie można dokupić dodatkowy bagażnik i przerobić Weehoo na przyczepkę bagażową.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Pisząc o zaletach opisywanej przyczepki nie można zapomnieć o łatwości montażu/demontażu. Dzięki śrubom z szybkozłączkąmi łączącym dyszel z przyczepką i elementem będącym na stałe pod siodełkiem, odczepienie przyczepki od roweru, a potem rozłożenie Weehoo na części pierwsze trwa chwilę. Rozmontowana zajmuje niewiele miejsca w bagażniku, jedynym mniej pakownym elementem pozostaje siedzisko, które jednak po odczepieniu od ramy przyczepki można upchnąć gdziekolwiek w samochodzie.

Nie polecałbym tej przyczepki, gdyby nie zadbano w niej szczególnie o bezpieczeństwo dzieci i spełnienie standardów CPSC, ASTM (amerykańskie) i EN (europejskie). Jak pisałem powyżej Weehoo może przewrócić się razem z rowerem dorosłego, zatem mali pasażerowie muszą być przymocowani do przyczepki, za pomocą trzypunktowych pasów bezpieczeństwa i pasa piersiowego. Nogi też są przymocowane do pedałów, niestety tylko rzepem, który łatwo może być odczepiony przez dziecko. Przed ewentualnym wkręceniem nogi bądź ręki w łańcuch chroni jego obudowa, a przed wkręceniem w szprychy – osłonki na koła, służące też jako sakwy. Przyczepkę zaopatrzono również w uchwyty, dzięki którym dziecko ma co robić z rękoma, a nie chwyta nimi z nudów mijanych gałęzi czy krzaków.

Test przyczepki Weehoo i-Go

W przeciwieństwie do holi rowerowych Weehoo łatwo dopasować do większości rowerów. Pod siodełkiem wystarczy umieścić element mocujący, a na sztycę – jedną z pięciu tulei, dostosowaną do różnych jej rozmiarów: 25,4 mm, 26,8 mm, 27,2 mm, 30,9 mm, 31,6 mm. Gdyby nadal były jakieś luzu, trzeba podkleić szarą taśmą.

Odnośnie wagi i szerokości, to 12 kg nie daje się odczuć podczas jazdy, kiedy dziecko również pedałuje, a 33 cm to niewiele szerzej niż rower z zamontowanym fotelikiem.

Bardzo ciekawą propozycję w przypadku Weehoo stanowią jej dodatkowe akcesoria, poszerzające gamę zastosowań przyczepki. W wyższym niż testowany przez nas modelu Weehoo i-Go Venture można dowolnie żonglować akcesoriami, bo w standardzie w tej przyczepce otrzymujemy siedzisko i bagażnik dodatkowy, a z czasem będziemy w stanie przerobić ją na pojazd dwuosobowy (do dokupieniu drugiego siedziska), bądź wyłącznie bagażowy (po dokupieniu drugiego kosza).

Czego mi w Weehoo brakuje?

Kolejnym akcesorium dodatkowym jest daszek, który moim zdaniem spełnia dobrze funkcje przeciwsłoneczne, ale producent nie przewidział żadnego sposobu złożenia go podczas trwania wycieczki. Można jechać albo z nim, albo bez niego. Nam udało się przyczepić go prowizorycznie do tyłu siedzenia, ale nie wiem, co by na to powiedział projektant. Innym mankamentem daszka jest to, że nie osłania wcale nóg dziecka, co może decydować o jego dyskomforcie podczas deszczu. Brak też moskitiery z przodu, więc mały turysta musi być dobrze zabezpieczony przed komarami.

W porównaniu z tradycyjnymi przyczepkami mniej miejsca przeznaczono na bagaż, trzeba więc większość rzeczy na całodzienną wycieczkę schować gdzieś indziej, bo nie tak wiele się zmieści w sakwach zabezpieczających koła, w kieszeni znajdującej się za siedzeniem oraz w mniejszych kieszonkach z jego boku.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Z początku przeszkadzały mi luzy między dyszlem, a częścią mocującą do roweru, powodujące, że przyczepka lekko odchyla się na boki, ale skoro dzieci się nie uskarżały, szybko się do tego przyzwyczaiłem.

Przy pierwszej jeździe rzucił mi się w oczy brak dodatkowych podpórek podtrzymujących przyczepkę podczas postoju, co okazało się sporym problemem, bo stopka roweru nie jest w stanie utrzymać przedłużonego pojazdu, szczególnie z załadowanymi sakwami. Rower i przyczepkę trzeba oprzeć. Szybko wpadliśmy też na inne rozwiązanie - wystarczy postawić rower na nóżce, a przyczepkę przekręcić prostopadle lub prawie prostopadle do roweru. Weehoo wtedy nie ma prawa się wywrócić. Nie zmienia to jednak faktu, że stabilne zaparkowanie pojazdu jest dosyć kłopotliwe i szkoda, że producent nie zadbał o ułatwienie nam życia poprzez montaż stopki w Weehoo.

Test przyczepki Weehoo i-Go

Podsumowując, Weehoo to przyczepka dla rodzin megaaktywnych, które nie lubią być ograniczane odnośnie prędkości jazdy, pasjonują się wycieczkami po wymagającym terenie, zadowolą się mniejszą przestrzenią bagażową, a także nie boją się, że dziecku zmokną nóżki.

  • Dodaj link do:
  • facebook.com
Facebook